Zaznacz stronę

Otwórz zaciśnięte pięści – Homilia bp. Artura Ważnego podczas Oblężenia na Jasnej Górze 2026

utworzone przez | 29. 09. 2026 | Nauczania 2026, OJG 2026, Wpisy

Otwórz zaciśnięte pięści

Homilia bp. Artura Ważnego podczas Oblężenia na Jasnej Górze 2026

Bracia, spójrzcie przez chwilę na swoje dłonie.

Popatrzcie na nie w tym jasnogórskim świetle. Są wśród nas dłonie zrogowaciałe od fizycznej harówki, są dłonie pachnące biurem i klawiaturą laptopa, są dłonie młode, które dopiero szukają swojego chwytu na życie, ale są również dłonie pomarszczone, z nabrzmiałymi żyłami, które być może niosły już trumny rodziców i przyjaciół.

Jest jednak jeszcze inne kryterium, według którego można dzisiaj spojrzeć na nasze dłonie.

Są wśród nich dłonie zaciskające się w pięść z bezsilności i lęku, że nie dowieziemy, że nie wystarczy do pierwszego, że w pracy wymienią nas na młodszy model, że w domu znowu usłyszymy te same gorzkie słowa: „Ciebie nigdy nie ma, a jak jesteś, to tak, jakby cię nie było”. Są też dłonie kurczowo zaciskające się na smartfonie, uciekające w wirtualny świat, pornografię, giełdę czy bezduszne wiadomości, byle tylko zagłuszyć pytanie:

Kim ty właściwie jesteś, chłopie?

Nie chodzi o to, żebyśmy oblegali Jasną Górę

Przyszliśmy tutaj na męskie Oblężenie na Jasnej Górze. Świat lubi takie słowa: oblężenie, walka, zdobywanie, szturm.

Ale dzisiaj Pan Bóg ma dla nas inną strategię.

Nie chce, żebyśmy oblegali Jasną Górę z zaciśniętymi pięściami. To raczej Bóg chce dokonać oblężenia naszego serca, twojego i mojego, żeby zdemontować fałszywą zbroję, którą tak często próbujemy chronić swoją słabość.

Papież Franciszek w Evangelii gaudium mówi o uczniu-misjonarzu. Nie o działaczu, nie o korporacyjnym funkcjonariuszu Kościoła z napompowaną klatką piersiową, ale o uczniu, czyli człowieku, który słucha i daje się prowadzić, oraz o misjonarzu, który kocha tak bardzo, że nie potrafi zatrzymać otrzymanego życia i miłości wyłącznie dla siebie.

Ta droga nie dzieje się jednak w próżni. Dzieje się w twoim konkretnym życiu, w twoim ciele, wieku i historii, a dzisiejsza liturgia Słowa odsłania przed nami kilka rozdziałów męskiego życia, kilka kolejnych kroków wtajemniczenia.

Mężczyzna ogołocony z iluzji

Święty Paweł mówi:

„To dążenie niech was ożywia, które też było w Chrystusie Jezusie. On ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi”.

Zanim jesteś kimkolwiek dla innych — szefem, partnerem, majstrem — jesteś po prostu mężczyzną, Adamem stworzonym z prochu ziemi, w którego Bóg tchnął swoje własne tchnienie.

I tutaj zaczyna się jeden z naszych podstawowych dramatów, ponieważ świat bez przerwy sączy nam do ucha przekonanie, że jesteś wart tyle, ile posiadasz, ile znaczysz w oczach innych, ile masz siły, jak wygląda twoja sylwetka, jakie zdobyłeś trofea i ile masz na koncie.

Tworzymy więc fasady i zakładamy pancerze samowystarczalności, za którymi niejednokrotnie drży przerażony, samotny chłopiec.

Święty Paweł, mówiąc o Chrystusie, używa niezwykle mocnego greckiego słowa: ekenōsen — ogołocił samego siebie, uczynił siebie pustym.

Chrystus nie buduje swojej tożsamości na dominacji i nie musi nikomu niczego udowadniać. Jego wielkość objawia się w służbie, w uniżeniu, w uklęknięciu przed człowiekiem i obmyciu mu stóp.

Spójrzmy także na Jana Chrzciciela, człowieka pustyni, bez garnituru, bez układów z kapłanami w Jerozolimie, bez lęku przed Herodem. Kiedy pytają go: „Kim jesteś? Mesjaszem? Eliaszem?”, potrafi powiedzieć:

„Nie jestem”.

Trzeba wielkiej męskiej odwagi, żeby wiedzieć nie tylko, kim jestem, ale również kim nie jestem.

„Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał”.

Uczeń-misjonarz rodzi się wtedy, kiedy zrzucasz maskę macho, stajesz przed lustrem i przed Bogiem w prawdzie o swoich brakach, ranach i ograniczeniach. Nie musisz być herosem. Wystarczy, że przestaniesz udawać kogoś, kim nie jesteś, i pozwolisz Chrystusowi wejść w swoją pustkę.

Nie ma dojrzałego mężczyzny bez uzdrowionego synostwa

„Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy”.

Syn odpowiada:

„Nie chcę”.

Później jednak opamiętuje się i idzie.

Nie ma dojrzałego mężczyzny bez uzdrowionego synostwa.

Zwróćcie uwagę, jak ojciec zwraca się w Ewangelii do syna. Nie używa urzędowego tonu. Mówi czule: „Dziecko. Mój synu, idź pracować w winnicy”.

A syn odpowiada prosto z mostu:

„Nie chcę”.

Znamy ten bunt. Wielu z nas nosi go w sobie. Czasem jest to bunt wobec ziemskiego ojca, który był nieobecny, chłodny, wiecznie krytykujący, który pił albo zostawił po sobie zgliszcza. Potem przenosimy ten obraz na Boga i nawet jeżeli nie wypowiadamy tego głośno, swoim życiem mówimy: „Nie chcę Twoich przykazań. Nie chcę Twojego Kościoła. Sam sobie poradzę”.

Ale Ewangelia mówi coś niezwykłego. Syn zmienia myślenie. Odkrywa, że ojciec nie wysyła go do obozu pracy, lecz zaprasza do wspólnego dziedzictwa.

Winnica nie jest obozem pracy. Winnica jest domem.

Spójrzcie na apostoła Jana. Razem z bratem nazywany był „synem gromu”. Chciał ściągać ogień z nieba na samarytańskie wioski, kłócił się o pierwsze miejsce w Królestwie, miał w sobie agresję i ambicję.

A kim staje się w szkole Jezusa?

Podczas Ostatniej Wieczerzy ten twardy rybak opiera głowę na piersi Mistrza i uczy się rytmu serca Boga. Odważa się być synem, który przyjmuje miłość bez zasługiwania na nią, a pod krzyżem staje się również synem Maryi.

Bracie, uczeń-misjonarz to syn, który usłyszał nad sobą głos Ojca:

„Jesteś moim synem umiłowanym. W tobie mam upodobanie”.

Dopiero z tego miejsca czerpie się siłę do pracy w winnicy świata.

Nie konkurenci. Bracia

Święty Paweł mówi dalej:

„Nie czyńcie niczego dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniajcie jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich”.

Kiedy wchodzimy w świat męskich relacji, bardzo szybko pojawia się pokusa Kaina: porównywanie, rywalizacja, udowadnianie, kto jest lepszy. Od piaskownicy po korporację i od boiska po życie publiczne pytamy: kto ma szybsze auto, lepsze wyniki, większe znaczenie, kto kogo wyprzedzi albo wygryzie.

Święty Paweł proponuje coś zupełnie innego

Partnerzy