Zaznacz stronę

Daj mi serce i oczy Jezusa

utworzone przez | 27. 09. 2026 | OJG 2026, Wpisy

Modlitwa o ogień, posłanie i odnowienie Jasnogórskich Ślubów

Po ostatnim nauczaniu Oblężenia nie chodziło już o to, żeby usłyszeć jeszcze więcej, ale żeby odpowiedzieć.

Skoro przez cały dzień wracało wezwanie, aby nie zatrzymywać dla siebie Jezusa, wiary, nadziei, braterstwa i Ewangelii, potrzebny był moment, w którym słowo przestanie być jedynie treścią konferencji, a stanie się modlitwą, decyzją i posłaniem.

Dlatego modlitwa rozpoczęła się dokładnie tam, gdzie zakończyło się nauczanie bpa Artura Ważnego — przy studni w Samarii.

„Trzeba Mu było przejść przez Samarię”.

Daj mi oczy Jezusa

Ojcze Niebieski, chcę być podobny do Twojego Syna. Chcę mieć Jego serce i Jego oczy, serce, które kocha każdego człowieka, wolne od uprzedzeń, niechęci i nienawiści, oraz oczy, które potrafią patrzeć z miłością także wtedy, kiedy widzą niewiarę, grzech, zagubienie czy sprzeciw.

Nie chcę budować murów i blokad między sobą a ludźmi, do których mnie posyłasz.

Daj mi rozeznanie, abym wiedział, jak kochać i jak iść do tych, których Ty kochasz, a których ja również mam nauczyć się kochać.

Daj mi zapalone serce.

Obmyj moje oczy.

Bo przyszedłem tutaj razem z braćmi, niosąc własny ciężar, trud, bezradność i rzeczy, z którymi sobie nie radzę. Przyszedłem, ponieważ potrzebuję Ciebie i wiem, że najpierw zapraszasz mnie, abym był z Tobą, ale nie chcesz, żebym przy Tobie pozostał tylko dla siebie.

Chcesz mnie posłać.

Dlatego zanurzam się w Twojej miłości, abym zrozumiał, co znaczy Jezusowe: „trzeba”.

Abym odkrył ten wewnętrzny imperatyw miłości, który każe wstać i pójść nawet wtedy, kiedy mi się nie chce, kiedy kogoś nie lubię, kiedy się boję albo kiedy noszę w sobie uprzedzenia.

Daj mi wtedy serce i oczy Jezusa.

Przychodzę zmęczony

Jezu, Ty również siedziałeś przy studni zmęczony drogą.

Dlatego przychodzę do Ciebie z moim zmęczeniem, które tak często staje się wymówką: że już nie mam siły, nie mam czasu, nie chcę podejmować kolejnej walki, boję się, że moje granice zostały przekroczone, że nie wytrzymam, pęknę, ucieknę albo się załamię.

Przychodzę zmęczony sobą samym.

Zmęczony swoimi błędami, grzechami i ciągłymi upadkami.

Zmęczony walką z nałogiem i uzależnieniem.

Zmęczony walką o małżeństwo i dzieci, o pokój i sprawiedliwość w pracy, środowisku i parafii.

I odkrywam, Jezu, że Ty znasz ludzkie zmęczenie, słabość i bezsilność, dlatego nie muszę najpierw stać się silny, żeby do Ciebie przyjść.

Mogę przynieść właśnie to, czego w sobie nie chcę, czego się boję i czego się wstydzę.

Być może właśnie tam chcesz się ze mną spotkać.

A jeszcze więcej: być może właśnie przez moje zmęczenie, moją biedę i moją męską bezsilność ktoś inny będzie mógł spotkać Ciebie.

Dlatego nie uciekam już od tego, kim jestem.

Przynoszę Ci to.

I oddaję.

„Daj mi pić”

Jezu, przy studni powiedziałeś do Samarytanki:

„Daj mi pić”.

A na krzyżu powiedziałeś:

„Pragnę”.

Pragniesz człowieka.

Pragniesz mojej miłości, ale pragniesz także miłości tych, którzy są wokół mnie, dlatego zapraszasz mnie, abym wszedł w Twoje pragnienie.

Najpierw powołałeś uczniów, żeby byli z Tobą, żeby słuchali rytmu Twojego serca, a później posłałeś ich do innych.

Dzisiaj mówisz:

„Pragnę każdego człowieka bez wyjątku i potrzebuję ciebie, żebyś objawił innym, że Ja ich pragnę”.

Potrzebujesz mnie nie wtedy, kiedy już będę doskonały.

Potrzebujesz mnie z moją biedą i zmęczeniem.

Dlatego chcę teraz spojrzeć Twoimi oczami na moje życie.

Na moją żonę.

Na moje dzieci.

Na rodziców i teściów.

Na sąsiadów.

Na braci i przyjaciół.

Na kolegów z pracy, przełożonych i podwładnych.

Na duszpasterzy.

Także na tych, których oglądam na ekranie telewizora albo spotykam, przewijając media społecznościowe, i którzy wywołują we mnie złość, niechęć albo pogardę.

A Ty mówisz:

„Pragnę ich miłości”.

Nie chcesz, żebym ich przeklinał ani hejtował. Nie chcesz również, żebym był naiwny i rezygnował z prawdy. Chcesz, żebym bronił tego, co jest wartością, ale robił to z miłością, ucząc się od Ciebie, jak podnosić człowieka spojrzeniem, słowem i gestem.

Dlatego najpierw będę się za nich modlił.

A później, kiedy Twój Duch pokaże mi drogę, spróbuję do nich podejść.

Daj mi tych ludzi, Jezu.

Przyprowadź przeze mnie do siebie tych, którzy Cię jeszcze nie znają.

Zanurz ich w swojej miłości.

Pod Krzyżem razem z Maryją

Jesteśmy na Jasnej Górze, u Matki, która stała pod Krzyżem i słyszała Jezusowe:

„Pragnę”.

Ona nie zatrzymała Jezusa dla siebie, lecz weszła w Jego pragnienie, dlatego chcemy Jej powierzyć całą naszą historię — to, co było, to, czym żyjemy dzisiaj, i to, co dopiero przed nami.

Chcemy również wejść w tradycję Jasnogórskich Ślubów Narodu, wypowiedzianych po raz pierwszy siedemdziesiąt lat temu, ale nie po to, aby jedynie powtórzyć historyczny tekst.

Chcemy zobaczyć w nim konkret męskiego posłania.

Bo jeśli naprawdę mówimy Bogu: „Poślij mnie”, to wcześniej czy później musimy odpowiedzieć na pytanie:

Do czego właściwie daję się posłać?

Przyrzekamy

Przyrzekamy, że chcemy, aby królowanie Jezusa Chrystusa było widoczne w naszym życiu osobistym, rodzinnym i społecznym.

Przyrzekamy strzec życia Bożego w naszych rodzinach i sami żyć w łasce.

Przyrzekamy stanąć na straży życia, szczególnie tego najbardziej bezbronnego.

Przyrzekamy strzec trwałości naszych małżeństw, szanować godność kobiety i troszczyć się o bezpieczeństwo domu.

Przyrzekamy przekazywać naszym dzieciom Ewangelię nie tylko słowami, lecz własnym życiem, wychowywać je w wierze i otaczać odpowiedzialną ojcowską opieką.

Przyrzekamy dzielić się owocami naszej pracy, aby obok nas nie pozostawał człowiek głodny, bezdomny, samotny czy płaczący.

Przyrzekamy również podjąć walkę nie przede wszystkim z innymi, lecz z tym, co niszczy nas samych: z lenistwem, lekkomyślnością, marnotrawstwem, pijaństwem i rozwiązłością, a w ich miejsce rozwijać wierność, sumienność, pracowitość, wyrzeczenie, wzajemny szacunek, miłość i sprawiedliwość.

Nie chcemy bowiem mówić światu o przemianie, której sami nie pozwalamy rozpocząć się w naszym życiu.

Królowo Polski — przyrzekamy.

Duchu Święty, umocnij naszą męskość

Duchu Święty,

umocnij naszą męskość.

Wzmocnij naszą odwagę, abyśmy na wzór świętego Józefa brali odpowiedzialność za tych, których Bóg powierzył naszej opiece.

Daj nam odwagę ich prowadzić, chronić i troszczyć się o nich, ale przede wszystkim prowadzić ich do Boga.

Nie pozwól nam zatrzymać dla siebie tego, co otrzymaliśmy podczas tej drogi.

Nie pozwól zatrzymać Jezusa.

Nie pozwól zatrzymać wiary.

Nie pozwól zatrzymać nadziei.

Nie pozwól zatrzymać braterstwa.

Nie pozwól zatrzymać Ewangelii.

Rozpal w nas ogień, który nie skończy się wraz z zejściem z Jasnej Góry, lecz pójdzie razem z nami do naszych domów, małżeństw, dzieci, miejsc pracy, parafii, wspólnot i do ludzi, których jeszcze dzisiaj nie potrafimy nazwać braćmi.

Byliśmy z Tobą.

Teraz nas poślij.

Amen.

Partnerzy